|
Historia firmy Kuhn to typowy przykład rozwoju skromnej
firmy rodzinnej w światowego potentata. Na naszych
łamach bardzo często przedstawialiśmy najnowsze maszyny
tego koncernu. Dzisiaj opowiemy Państwu skąd biorą się
takie firmy.
W 1828r. Joseph Kuhn otworzył skromną, wiejską kuźnię,
która specjalizowała się w produkcji wag. W 1864r. we
Francji oddano do użytku linię kolejową Paris –
Strasburg, co zaowocowało rozwojem przemysłu. Joseph
Kuhn przeniósł się do Saverne i założył tam fabrykę
maszyn rolniczych. Początkowo specjalizowała się ona w
produkcji młockarni. Już na początku XX wieku fabryka
produkowała kilkadziesiąt maszyn tygodniowo. W 1871
miejscowość wraz z fabryką została wcielona do Niemiec,
ale w 1918 ponownie wróciła do Francji. Po II Wojnie
Światowej firma została osłabiona finansowo i rozpoczęła
poszukiwania partnera biznesowego ale już w 1949r. Kuhn
został wiodącym producentem maszyn rolniczych we Francji.
Bardzo ciekawym etapem w dziejach fabryki był 1965r.,
kiedy to pożar zrujnował doszczętnie wszystkie budynki,
a pracownicy solidarnie odbudowali całą fabrykę. Od
1970r. maszyny z logo Kuhn zaczęły być eksportowane do
większości krajów europejskich, oraz do USA i Australii.
W tym samym roku wyprodukowano milionową maszynę.
Dzisiaj Kuhn ma swoje przedstawicielstwa i fabryki na
całym świeci od Chin poczynając, na USA kończąc. Razem
to około 1 600 partnerów. W 2008r. obrót koncernu
wyniósł 140 mln euro, przy zatrudnieniu 4 000 osób.
Francuski sposób na oszczędność.
Wiele z maszyn produkowanych przez ten koncern było przez nas opisywanych.
Ostatnio przedstawiliśmy czytelnikom absolutną nowość na
polskim rynku, jaką jest samojezdny wóz paszowy z logo
Kuhn. Dlatego dzisiaj nie o szczegółach technicznych a o
tym, jak zorganizowano pracę tych maszyn we Francji.
Samojezdne wozy paszowe to konstrukcje technicznie
bardzo zaawansowane, wydajne, ale w związku z tym
odpowiednio kosztowne. Zainteresowało nas to, jak
francuscy rolnicy radzą sobie z wysoką ceną tych maszyn?
Okazuje się, że mają podobne problemy jak nasi.
Przeciętnego francuskiego rolnika nie stać na zakup
takiego sprzętu. Zrzeszają się więc w grupy producenckie,
które liczą od kilku do kilkunastu gospodarstw. We
Francji z reguły gospodarstwa liczą 40 – 50 ha, a te
parające się chowem bydła mlecznego posiadają z reguły
stada o liczebności 50 krów.
Zakup wozu samojezdnego przez cała grupę nie jest tak
kosztowny, cena rozkłada się proporcjonalnie na
wszystkich członków. Praca w gospodarstwach jest tak
zorganizowana, że
krowy są karmione raz dziennie. W sobotę otrzymują 150%
dawki a w niedzielę nie karmi się ich w ogóle. Wóz
paszowy, jako że jest samojezdny, codziennie przyjeżdża
do każdego z gospodarstw o określonej porze. Karmienie
wraz z załadunkiem kiszonki trwa około 30 min. Maszyna
jest więc eksploatowana bardzo intensywnie. Po dwóch –
trzech latach [ tyle ile trwa gwarancja ] grupa
sprzedaje używany wóz i kupuje nowy. Chodzi o to, żeby
być pewnym niezawodności sprzętu. Francuscy rolnicy
twierdzą, że jest to bardzo opłacalne. Czy w Polsce coś
takiego może się udać? Nasi rolnicy pamiętają jeszcze
przymusową kolektywizację i są bardzo sceptycznie
nastawieni do wszelkich form zespołowego gospodarowania.
Myślimy jednak, że warto wziąć przykład od kolegów z
Francji. Tam to się naprawdę sprawdza.
CIEKAWOSTKA:
We Francji w styczniu mleko skupowano za około 27 centów/litr.
Bydło opasowe skupowane było w tym samym czasie po 2.8
euro/kg. Kwoty mleczne na wolnym rynku można było kupić
po 35 centów za litr.
|